O czym pomyślelibyście otrzymując w żółtej kopercie odręcznie wykaligrafowany liścik o treści: "Piszę tych kilka słów po prostu po to, by Ci powiedzieć, że Cię kocham. Podpisane: Ty wiesz kto"?... No właśnie... Każdy z obdarowanych tym listem od razu wiedział od kogo go otrzymał... a przynajmniej chciał wierzyć, że to właśnie od tej osoby on pochodzi. Brzmi jak tanie romansidło? Nic bardziej mylnego. Eric-Emmanuel Schmitt nie specjalizuje się w romansach. Jego książki wzruszają, dają do myślenia, zmuszają do "pochylenia się" nad trudnymi sprawami, dostarczają egzystencjalnych przemyśleń, ale nie nigdy nie są romansami, nawet wtedy kiedy autor pisze o miłości. "Papugi z Placu d`Arezzo", to jak romans z miłością pod wieloma postaciami. Pisarz dokonuje introspekcji ludzkiej natury. Każda z nakreślonych przez niego postaci jest inna, kierują nią inne emocje, targają różne namiętności, dla każdej z nich czymś innym jest uczucie, miłość, ekstaza, seks... Początkowo wydaje się, że bohaterów książki łączy wyłącznie miejsce zamieszkania. Codziennie się mijają, czasami zamienią ze sobą kilka zdań, obserwują i obmawiają się za plecami, wzajemnie wiedzą o sobie wiele lub niewiele... jak to sąsiedzi. Z czasem jednak dostrzegamy więcej cech wspólnych, które są niezależne od statusu materialnego, pochodzenia, pozycji społecznej, płci, wieku, czy urody. Akcja rozwija się wolno, tak jak wolno toczy się zwykły dzień, nie ma pośpiechu, aby ją popędzać, ponaglać. Dies irae (łac. Dzień gniewu) jest do przewidzenia i nie o to tutaj chodzi, aby prześcigać się w tym, kto pierwszy wiedział jak się wszystko skończy. Istotą jest dlaczego tak się dzieje, czy zawsze życie toczy się po naszej myśli? Na ile potrafimy zapanować nad naszymi pragnieniami i żądzami? Jak nasza przeszłość wpływa na nasze tu i teraz? Ile rzeczy od nas zależy, a ile zależy od zbiegu okoliczności, od dobrej lub złej woli innych. Tę książkę, mimo, że bardzo mnie miejscami irytowała, warto przeczytać. Dla purytańskiej Polski, jest to lektura trudna, miejscami może być nie do przyjęcia, ale cóż... samo życie...;-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric-Emmanuel Schmitt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric-Emmanuel Schmitt. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 30 grudnia 2014
sobota, 17 maja 2014
Kobieta w lustrze
Takiego Erica-Emmanuela jeszcze nie znałam. Zawsze mnie zaskakuje, ale tym razem pobił wszelkie rekordy. Głównie grubością książki, bo to prawdziwa cegła, którą można by rozdzielić na trzy mniejsze opowieści. Trzy kobiety i trzy losy. Od samego początku wiele łączy te kobiety mimo, że dzielą je epoki. Pierwsza, szesnastowieczna - ucieka sprzed ołtarza. Rezygnuje z dobrej partii małżeńskiej na rzecz pracy, samotnego życia w kobiecej osadzie. Wrażliwa, doskonale współodczuwająca świat przyrody. Boga i Biblię rozumie po swojemu, nie poddaje się naciskom rodziny, ani kościoła. Pisze wiersze, z których wyłania się obraz kobiety wrażliwej, mistycznej, delikatnej, ale też bardzo silnej jeśli chodzi o wyrażanie swoich poglądów i opinii. Poszukuje tego co w życiu jest ważne. Druga - z pozoru szczęśliwa mężatka, bogata, rozpieszczona kobieta z początku XX wieku. Początkowa zmaga się z duchami przeszłości, próbuje zrozumieć siebie, odnaleźć radość życia, odkryć swój seksualizm i płynącą z niego satysfakcję. Zafascynowana psychoanalizą odchodzi od męża, porzuca majątek, rezygnuje z wysokiej pozycji społecznej i znajomych. Wiedzie życie kobiety wyzwolonej, niezależnej. Uczy się, szkoli, doskonali. Otwiera gabinet psychoanalizy. Pisze książkę. Trzecia - wschodząca gwiazda kina, kobieta XXI wieku, uwikłana z alkohol, narkotyki, seks z przypadkowymi mężczyznami, uzależniona od swojej agentki filmowej, a zarazem zagubiona, samotna, nieszczęśliwa. Eric-Emmanuel Schmitt zgłębia tajemnice kobiecej duszy. Pisze z wielkim znawstwem o kobietach poszukujących swojego celu w życiu, tęsknotach, obsesjach, błądzeniu. Nie ocenia ich, nie podpowiada.
Trzy przeplatające się historie, trzy kobiety, które wydają się być jedną. Ich losy, są ze sobą splecione mimo czasu, który je dzieli. Ostatnia, zatacza koło, zamyka historię i łączy wszystkie trzy ze sobą.
Moim zdaniem zabrakło w tej książce tego czym urzekał mnie zawsze Schmitt, czegoś ulotnego, błyskotliwego, zaskakującego w finale. W zasadzie od samego początku można domyślić się jak potoczą się losy trzech bohaterek. Nie było zaskoczenia, ale też nie o nie tutaj chodziło.
Trzy przeplatające się historie, trzy kobiety, które wydają się być jedną. Ich losy, są ze sobą splecione mimo czasu, który je dzieli. Ostatnia, zatacza koło, zamyka historię i łączy wszystkie trzy ze sobą.
Moim zdaniem zabrakło w tej książce tego czym urzekał mnie zawsze Schmitt, czegoś ulotnego, błyskotliwego, zaskakującego w finale. W zasadzie od samego początku można domyślić się jak potoczą się losy trzech bohaterek. Nie było zaskoczenia, ale też nie o nie tutaj chodziło.
środa, 7 maja 2014
Warto przeczytać
Odnoszę wrażenie, że "moje słowo na niedzielę" stanie się tradycją. Tym razem mam dla Was dwie książki, które szczerze polecam. Każda z nich jest zupełnie inna od drugiej. Już dawno nie czytałam nowości napisanych przez Erica - Emmanuela Schmitta. Czułam przesyt. Wydawało mi się, że autor kręci się już w kółko i niczym nie może mnie zaskoczyć. Dzisiaj moja ręka wiedziona dziwnym impulsem powędrowała w stronę"Tajemnicy pani Ming", która leżała od jakiegoś czasu w poczekalni. Poczekalnia, to moje dwie półki z książkami oczekującymi na swoją kolej. Jedne goszczą na półce krótko, inne latami nie mogą się doczekać przeczytania. Myślę jednak, że na każdą przyjdzie czas;-) Mimo, że sporo czytam, to książek w poczekalni nie ubywa. Mam wrażenie, że wręcz rozpychają się zagarniając kolejną półkę w mojej biblioteczce. Czas ściągnąć stolarzy, żeby wykonali w moim gabineciku kilka nowych półek... pod sam sufit... Ale wracając do pani Ming... Schmitt przyzwyczaił nas do wzruszających historii, wyciskających z oczu łzy. Ta książka jest inna i jak wszystkie jego książki wzrusza swoją prostotą. Uważam, że to istny majstersztyk. Ileż bowiem trzeba mieć talentu pisarskiego, żeby na kilkunastu stronach opisywać pracującą w Chinach "panią klozetową", aby nie wprawić czytelnika w obrzydzenie, nie zdegustować i nie doprowadzić do rzucenia książki w kąt? Przyznaję, na 20 stronie zaczęłam się zastanawiać do czego autor zmierza, ale też na tej samej stronie doznałam olśnienia. Nie opiszę Wam historii, bo trzeba to zrobić samemu. Przepłynąć strona po stronie, historia po historii i dotrzeć do finału w własnymi przemyśleniami. Podejrzewam, że każdy weźmie z tej historii dla siebie coś innego.
Przeczytanie książeczki zajmie Wam góra 2-3 godziny, szybko więc sami ją poznacie. Wasze wartości, emocje, na których zagra Autor, związane będą z aktualnym stanem ducha, sytuacją rodzinną, momentem w życiu.
Druga książka jest z zupełnie "innej beczki". Tę polecam wszystkim tym, którzy lubią historię, tajemnice i przygody. "Handlarz ksiąg przeklętych"- książka napisana przez włoskiego bibliotekarza,jest połączeniem "Kodu Leonarda da Vinci" i "Imienia róży". Tajemnicze manuskrypty, zakapturzeni mnisi, ukryte wiadomości, kryptogramy, tajne bractwa, wędrówka po Europie w poszukiwaniu prawdy, wiedzy, władzy nad światami ziemskimi i boskimi. Autorowi daleko jest wprawdzie do Umberto Eco, ale myślę, że zaproponowana przez niego intryga osnuta w ciemnych czasach średniowiecza powinna zaspokoić apetyty zwolenników tego typu literatury. "Handlarz ksiąg przeklętych" jest pierwszym tomem trylogii. Kolejne to "Zaginiona biblioteka alchemika" i "Labirynt na końcu świata".
Subskrybuj:
Posty (Atom)



