Strona główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2015

Miej trochę wiary

Miej trochę wiary Mitch`a Albom`a jest historią, która przytrafiła się samemu autorowi. Zadanie, z którym przyszło się mu zmierzyć, zaskoczyło go, bo nie często spotykamy się z pytaniem typu: "Napiszesz dla mnie mowę pogrzebową?" Z taką prośbą zwrócił się do Alboma rabin z jego rodzinnej parafii. Budująca, prawdziwa historia o potędze miłości, sile wiary, która pomaga przezwyciężyć najtrudniejsze, tragiczne momenty życia. Historia dwóch mężczyzn: rabina i pastora o burzliwej przeszłości.
Czytając tę książkę myślałam, że będę mogła Wam o niej wiele napisać, teraz kiedy siedzę przed laptopem, mam pustkę w głowie. Bo wszystko napisał już Mitch, powiedział Henry, podsumował Rabe. Rosiłam łzy strumieniami. Przemiana duchowa i powrót do korzeni Mitcha były też moim powrotem... Cudowna historia o zgodnym pożyciu małżeńskim, miłości rodzinnej, ludzkiej życzliwości, trosce i spokojnym śnie podczas burzy... Dlaczego spokojny sen? Szczęśliwy jest ten, który może spać spokojnie podczas burzy, bo to oznacza, że jeśli będziemy traktować jak należy tych, których kochamy, i postępować zgodnie z zasadami wiary, naszemu życiu nie będą towarzyszyć wyrzuty z powodu niedopełnionych obowiązków.  
Ludzi prześladuje myśl, czy istnieje coś więcej po śmierci, czy spotkają tam swoich bliskich, czy pozostający tutaj bliscy i znajomi będą o nich pamiętać. Nie znajdziecie w tej książce odpowiedzi dotyczących życia po śmierci, ale refleksje na temat wiary, miłości, ludzkich błędów, słabości, wybaczania, drugiej szansy, śmierci, które dostarczą Wam cudownych wzruszeń i będą stanowiły inspirację do przemyśleń. Posłużę się tutaj słowami Rabe: "Dzięki rodzinie mam nadzieję przetrwać przez kilka pokoleń. Będę żył tak długo, jak długo mnie będą pamiętać. Modlić się za mnie. Wspominać wszystkie wspólne chwile, śmiech i łzy". 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Lustrzane odbicie

Lubicie dreszczyk emocji w opowieściach o duchach? Nie przeszkadza Wam, że po pokojach snują się duchy żyjące własnym eterycznym życiem? Jeśli tak, to książka jest idealna. Muśnięta tajemnicą życia po śmierci. Książka nostalgiczna, zaskakująca, refleksyjna. Czytając ją zatęskniłam za Londynem, zapragnęła powtórnie go odwiedzić i przespacerować się po starych, zabytkowych cmentarzach.

Powieść "Lustrzane odbicie" Audrey Niffenegger, to niepokojąca opowieść o miłości, która nie kończy się wraz z śmiercią oraz o rywalizacji między bliźniaczkami. Rozpoczyna się śmiercią Elspeth Noblin, która zapisuje swoim siostrzenicom - bliźniaczkom londyńskie mieszkanie. Elspeth od 20 lat nie widziała się ze swoją siostrą bliźniaczką - matką dziewcząt, która po wyjściu za mąż zamieszkała w Stanach Zjednoczonych. Siostry poróżniła mroczna tajemnica, o której nie wspominają nawet najbliższym. Mieszkanie znajduje się w sąsiedztwie zabytkowego cmentarza Highgate. Siostrzenice Elspheth, zaraz po ukończeniu dwudziestu jeden lat, przylatują do Londynu, aby zamieszkać w mieszkaniu ciotki. Warunkiem otrzymania spadku, postawionym przez ciotkę, jest zamieszkanie we wspomnianym lokalu przez rok. Rodzice dziewcząt nie mogą w tym czasie przestąpić progu mieszkania. Opiekunem mieszkania do czasu przyjazdu bliźniaczek jest Robert, partner Elspeth. Tłem wydarzeń jest zabytkowy cmentarz oraz poplątane losy mieszkańców kamienicy. 

Lustrzane bliźniaczki Julia i Valentina - każda z nich kierująca się innymi motywami - decydują się przyjąć spadek wraz z postawionymi warunkami.

Julia - starsza bliźniaczka, decyduje za tą drugą niemalże w każdej sprawie - od tych błahych do poważniejszych. Nieco apodyktyczna, zazdrosna o siostrę, zdecydowana, niechętnie podejmująca trud edukacji, czy pracy.

Valentina - niepotrafiąca bądź niechcąca powiedzieć Julii "NIE", postawić się jej. Taktowna, uczuciowa, nieśmiała. Rezygnująca ze swoich marzeń i planów, na rzecz wizji przyszłości siostry. Z niewiadomych dla Julii powodów od dziecka ciesząca się większą sympatią ludzi, zupełnie o tę sympatie nie zabiegając.
Nie mogłam oderwać się od książki, zachłysnęłam się nią. Każda kolejna strona stanowiła tajemnicę, oczekiwanie, potrzebę zgłębienia.
Przed laty oglądałam film pt. "Zaklęci w czasie" nakręcony w oparciu o książkę autorstwa Audrey Niffenegger. Książkę można spotkać w trzech wydaniach o różnych tytułach: "Zaklęci w czasie", "Żona podróżnika w czasie" lub "Miłość ponad czasem. Historia inna niż wszystkie".  Jest to niekonwencjonalny romans o mężczyźnie cierpiącym na rzadką chorobę genetyczną, sprawiającą, że podróżuje w czasie, oraz jego żonie-plastyczce, która musi radzić sobie z jego częstymi i nieprzewidywalnymi zniknięciami. Wspaniała, wzruszająca, intrygująca historia miłości od pierwszego spojrzenia, której nic nie jest w stanie powstrzymać. Ja posiadam w swojej biblioteczce egzemplarz "Miłość ponad czasem. Historia inna niż wszystkie". Książkę czytałam wiele lat temu, ale czuję, że niedługo ponownie do niej wrócę.


czwartek, 10 lipca 2014

Powtórnie narodzony

Dawno już nie czytałam książki, która wywołała u mnie gęsią skórkę i łzy wzruszenia. Powieść pt. "Powtórnie narodzony" czekała przez kilka miesięcy w mojej poczekalni i jakoś nie miałam okazji, aby po nią sięgnąć. Przeczytałam ją dopiero tydzień temu na meksykańskiej plaży, w cieniu jukatańskich palm.
Bohaterką "Powtórnie narodzonego", z perspektywy której poznajemy całą historię, jest Gemma - pięćdziesięcioletnia Włoszka wiodąca w Rzymie monotonne, ustabilizowane życie u boku męża Giuliano. Pewnego dnia, decyduje się na podróż do Sarajewa - miasta, które całkowicie odmieniło jej życie - by ostatecznie zmierzyć się ze wspomnieniami i rozliczyć się z przeszłością. Przewodnikiem po mieście jest jej przyjaciel sprzed lat, Gojko, bośniacki poeta. To dzięki, niemu poznała podczas pierwszego pobytu w Sarajewie miłość swojego życia - Diego - fotoreportera wojennego z Genui. Zabiera ze sobą szesnastoletnie syna - Pietro  - by pokazać mu miejsce, gdzie przyszedł na świat, ale także po to, by opowiedzieć mu o jego ojcu. Spotkanie z Gojkiem jest dla Gemmy bolesnym i poruszającym doświadczeniem - wspomnienie miłości Diega, wojennej tragedii miasta, bolesne doświadczenia z młodości, głęboko ukryte, powracają w dręczących retrospekcjach zmuszających ją do przeżywania wszystkiego od nowa. Próbuje znaleźć odpowiedzi na dręczące ją od lat pytania, zrozumieć siebie i motywy postępowania Diega. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że mamy do czynienia ze łzawym romansidłem, ale tak nie jest. Zagłębiając się w historię bohaterki, w jej wewnętrzne monologi odkrywamy świat widziany jej oczyma. Świat na wskroś prawdziwy. Nakreślone w powieści postacie są wielowymiarowe. Gemma wzbudza wiele kontrowersyjnych emocji. Miejscami szczerze jej nie znosiłam, aby za chwilę jej współczuć. Złożoność postaci, pełnej kontrastów i sprzeczności pokazuje, że nic w życiu nie jest czarne lub białe, a motywy którymi ludzie się kierują są złożone.  
Margaret Mazzantini zaskoczyła mnie swoim warsztatem pisarskim, wnikliwością i przepięknym językiem. 
Postanowiłam wczoraj obejrzeć film nakręcony w na podstawie tej książki. W rolę głównej bohaterki wcieliła się Penelope Cruz. Niestety, film spłyca poruszane w powieści wątki. Nie uratowała go nawet przepiękna Penelope w roli Gemmy. Diego sprawia w filmie wrażenie chłopca z ADHD, którzy rzuca się na Gemmę, niemalże dokonując na niej gwałtu. W książce wygląda to zdecydowanie inaczej, miłość jest szczera, a chłopak wrażliwy, otwarty na ludzi, mocno osadzony w przeszłości. Z łatwością zyskuje sympatię ludzi, emanuje ufnością i prostotą. Jest typem "swojego chłopaka" z sąsiedztwa. Rozumiem, że w film ma mniej czasu do przekazania treści, ale zamiast pokazywać przez 5 minut sceny tańca w górskim schronisku można było dopowiedzieć istotniejsze dla filmu wątki. Takich niepotrzebnych dłużyzn jest w filmie więcej. Pojawiają się one z wielką stratą dla fabuły. 

sobota, 14 czerwca 2014

Zdrada

Pierwsze chwile ze "Zdradą" były dla mnie rozczarowaniem, to nie był "mój" Paulo Coelho. Język jakby uboższy, zdania ciężkie. Odniosłam wrażenie, że pisarzowi zabrakło lekkości, którą dotąd mnie zachwycał. Z czasem było lepiej, ale ... tylko trochę lepiej.  Jest to, moim zdaniem, najsłabsza książka mojego ulubieńca. Temat mógłby być ciekawy: młoda mężatka (z dziesięcioletnim stażem małżeńskim), kochana przez męża, za którego wyszła za mąż z miłości, wzorowa matka, kobieta sukcesu, dziennikarka, bogata, zadbana, piękna... Czego więcej trzeba do szczęścia? A jednak! Kobieta odczuwa niedosyt, niepokój, nie śpi po nocach, szuka przyczyny swojego stanu ducha. Jest świadoma, że w zasadzie ma wszystko i powinna być szczęśliwa, jest szczęśliwa, ale cały czas pojawia się, to ale. Czyżby depresja, albo kryzys wieku średniego? Wszystko zmienia się, kiedy spotyka swojego byłego chłopaka. Jakub jest znanym politykiem, z którym przeprowadza wywiad. Podczas spotkania budzi się w niej dawno zapomniane uczucie - pożądanie. Coelho świetnie wciela się - już nie pierwszy raz - w kobietę. Rozumie jej stan psychiczny, uczucia, emocje, niepokoje, moralne dylematy, ale też pragnienia, nawet te najbardziej perwersyjne fantazje. Kobieta szuka rozwiązania swojego problemu, udaje się do kilku psychiatrów, nie rezygnuje nawet z metod alternatywnych. Musi jednak stoczyć się, dotrzeć do samego dna, żeby docenić swoje życie. Problem depresji jest ostatnio bardzo popularny, erotyzm kwitnie w literaturze kobiecej jak stokrotki na wiosnę. Zastanawiam się, czy Coelho podąża za modą, czy to przypadek i niezbędny zabieg literacki. Nie do końca jestem przekonana. Mam mieszane uczucia. Po raz pierwszy odnoszę wrażenie, że ta książka została napisana dla pieniędzy.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Botanika duszy

"Botanika duszy", to nowa książka autorki "Jedz, módl się, kochaj". Elizabeth Gilbert długo kazała nam czekać na nową powieść, ale warto było uzbroić się w cierpliwość.

Alma Whittaker, bohaterka "Botaniki duszy", to postać ze wszech miar nietypowa, oryginalna i wybitnie inteligentna. Nie sposób dostrzec, że znacznie wyprzedza swoją epokę. Urodzona w 1800 roku w Filadelfii, bogata córka Anglika i Holenderki, od najmłodszych lat obraca się wśród dojrzałych mężczyzn, naukowców, wybitnych osobistości świata botaniki. Celem jej życia jest stała edukacja, zgłębianie wiedzy, odkrywanie, poszukiwanie odpowiedzi. Od najmłodszych lat fascynuje się botaniką, prowadzi badania i obserwacje. Dociekliwa, ambitna, wytrwała, odważna, bez zahamowań. Jej dzieciństwo pozbawione jest beztroskich zabaw, śmiechu i rówieśników. Wydaje się jednak, że Alma wcale tego nie potrzebuje. 
Powieść jest magiczna, wciąga, pochłania do tego stopnia, że nie można się od niej oderwać. Autorka przeprowadza nas nie tylko przez świat nauki, ale również przez proces dojrzewania młodej kobiety. Uczestniczymy w jej przeżyciach, marzeniach, pragnieniach i rozterkach, w poszukiwaniach rozwiązania przyrodniczych zagadek oraz tajemnic ludzkiej duszy. Obserwujemy jak się zmienia, dojrzewa, jak kształtuje się jej osobowość i charakter. Podziwimy, w innym momencie potępiamy, aby za chwilę jej współczuć. 
Pierwsze co przychodzi na myśl podczas lektury, to doskonałe przygotowanie merytoryczne autorki. Szczegółowo nakreślone tło epoki i znajomość świata nauki. Mimo, że początkowo trochę mnie to nudziło, z każdą stroną dałam się jednak pochłonąć i pożerałam książkę do piątej nad ranem. Z żalem odkładałam na miejsce, aby przespać się chociaż kilka godzin. Są też małe zgrzyty, możliwe, jednak, że wynikają z niedoskonałości przekładu. Miejscami pojawiają się słowa, zwroty, które moim zdaniem nie istniały na początku XIX wieku.

czwartek, 22 maja 2014

Jej wszystkie życia

Efekt motyla. Czym jest "efekt motyla" i dlaczego tak się akurat nazywa? Co motyl ma z tym wspólnego? Otóż, nazwa wzięła się z metafory dotyczącej skanu mózgu, który wygląda jak motyl. Twórcą teorii powszechnie znanej jako „efekt motyla” jest Edward Lorenz, matematyk. Jego specjalnością było zastosowywanie algorytmów matematycznych w meteorologii. Mówi się, że trzepot skrzydeł motyla może wywołać tornado. Zjawisko to opisuje tzw. teoria chaosu, która zakłada również, że każdy nasz najmniejszy ruch, a nawet myśl, może mieć ogromny wpływ na naszą przyszłość. Naukowcy starają się więc opracować wzory pozwalające przewidzieć skutki naszych decyzji.
Zastanawialiście się kiedyś nad tym jak potoczyłoby się wasze życie, gdyby jakiś epizod został w nim zmieniony? Gdybyście nie spotkali danej osoby na swojej drodze, albo odwrotnie, gdybyście wsiedli przez pomyłkę do innego pociągu i spotkali osobę, która wywarłaby niesamowity pływ na wasze życie? Albo gdybyście zamiast studiować prawo, wybrali oceanografię?

Ursula, główna bohaterka książki pt. "Jej wszystkie życia" odnosi często wrażenie, że coś podobnego już przeżyła, uczucie De Javu, czasem jest to niepokój, lęk o siebie lub kogoś bliskiego, mgliste uczucie, że wydarzy si,ę coś złego, nieuchronnego. Bohaterka wielokrotnie przeżywa swoje życie, za każdym razem inaczej. Śmierć pojawia się w różnych momentach życiach. Pierwszy raz w dniu jej narodzin, kiedy malutka dziewczynka, umiera nie zaczerpnąwszy ani razu powietrza z czasie śnieżycy w lutym 1910 roku. A co mogło się zdarzyć, gdyby lekarz dotarł do posiadłości na czas? Jak potoczyły by się jej losy? Czytając kolejne rozdziały książki wciąż na nowo przeżywamy życie Ursuli. Czasami umiera już w dzieciństwie, innym razem przeżywa II wojnę światową w Londynie, innym razem w Niemczech. Raz jest samotną alkoholiczką, innym razem nieszczęśliwą mężatką. Czasem kobietą heroiczną, a czasem eteryczną marzycielką. Irracjonalna, niezrozumiała dla niej samej i innych zmiana decyzji, wyboru, reakcji na daną sytuację powoduje, że życie Ursuli toczy się innym torem. Raz lepszym raz gorszym. Okazuje się bowiem, że z pozoru niewielka zmiana potrafi odwrócić życie do góry nogami. Początkowo książka wybitnie mnie nudziła, wydawało mi się, że nie dobrnę do końca. Z każdą stroną, z każdym nowym spojrzeniem na życie Ursuli coraz bardziej dawałam się uwieść powieści. Podziwiałam kunszt pisarski Kate Atkinson. Fascynujące jest bowiem to, że autorka powraca do opisanych już zdarzeń, patrzy na nie z innej perspektywy, widzi je w odmiennym świetle, nanosi oprawki, odwodzi Ursulę od niebezpiecznej decyzji lub popycha w stronę destrukcji. Odnosiłam wrażenie, że pisarka jest malarzem, portrecistką, która przygląda się swojemu modelowi, patrzy na niego i wyobraża sobie życie malowanej postaci. Wizję dynamiczną, plastyczną, różnorodną. Myślę, że to świetny sposób na szlifowanie warsztatu pisarskiego.
Ostatnio podobny temat pojawił się w kilku czytanych przeze mnie książkach, między innymi we wspomnianym niedawno "Dallas`63" Stivena Kinga.

piątek, 9 maja 2014

Trafny wybór

Dwa lata temu, otrzymałam tę książkę na urodziny w kilku egzemplarzach. Przeczytałam ją niemalże natychmiast, chociaż muszę przyznać z całą odpowiedzialnością, że "nie było lekko";-) 

Ponoć jest w niej aż 81 postaci, w tym co najmniej kilkunastu bohaterów pierwszoplanowych. Kolejne rozdziały skupiają się na innych postaciach, początkowo trudno połapać się, kto jest kto. Przy moich dyslektycznych problemach z zapamiętywaniem nazwisk było to rzeczywiście nie lada wyzwanie.

"Trafny wybór", to niełatwa powieść i zupełnie inna od tego do czego przyzwyczaiła nas przez ostatnie lata J.K. Rowling. Uważam, że to wielka odwaga z jej strony, aby po hicie jakim były przygody Harry`ego Pottera napisać taką książkę.  Autorka porusza w niej trudne tematy społeczne. Tematy, które ogólnie nie są łatwe i można je spłycić, przegadać lub popaść w nadmierną demagogię i pretensjonalność. Nie znajdziemy w niej bowiem cudownych dzieci, wspaniałych przygód i niesamowitych stworów. Tutaj przeczytamy o zwyczajnym życiu, z całym jego brudem, hipokryzją i zakłamaniem. Autorka w fikcyjnym miasteczku prezentuje przekrój społeczeństwa, które możemy obserwować wszędzie. Miejsce akcji w zasadzie nie ma znaczenia. Akcja powieści może bowiem dziać się wszędzie w Koziej Wólce czy w Pagford. Poruszane tematy nie należą do najłatwiejszych. Autorka bezlitośnie obnaża najgorsze cechy naszego społeczeństwa - "naszego", bo choć akcja toczy się w Anglii, u nas bywa podobnie. Początkowo trudno jest przebrnąć przez kolejne strony książki, ale z czasem coraz bardziej identyfikujemy się z dramatycznymi losami bohaterów, martwimy się o dzieci narkomanki, współczujemy i trzymamy kciuki za to, żeby się im udało, żeby ich życie się odmieniło. Bardzo trafnie napisała o tym autorka blogu - Karolina Surniak - "Miasto książek", którą pozwolę sobie zacytować:

"Ambicja, zawiść, uprzedzenia zamykają oczy na to, że obok jest ktoś, kto potrzebuje pomocy. Wieloletnia nienawiść do mieszkańców pewnego osiedla, pielęgnowana przez mieszkańców Pagford, zaślepia im oczy, a ci, którzy myślą inaczej, nie mają siły przebicia, nie potrafią bronić swoich racji i sami nie wierzą, że mogliby coś zmienić. Nawet jeśli opowiadają się po dobrej stronie, najczęściej czynią to z równie egoistycznych pobudek, co ich przeciwnicy. Większość z nich wydaje się wręcz obmierzła, i dopiero pod sam koniec, gdy zaczynamy wiedzieć o nich naprawdę dużo, ich pobudki stają się dla nas przynajmniej w części zrozumiałe."
Powoli rozplątujemy kolejne zawiłości i supełki, wszystko staje się jasne, chcemy, żeby wydarzenia potoczyły się inaczej, ale życie jest brutalne. Książka wciąga do tego stopnia, że nie możemy oderwać się od kolejnych jej stron. Emocje sięgają zenitu, a przynajmniej w moim wypadku tak było;-). 
Zafascynował mnie również przepiękny język jakim operuje J.K. Rowling. Bogaty, wnikliwy, niezwykle plastyczny. Powieściopisarka maluje słowami. Już mało kto tak pisze. Uważam, że udowodniła tą powieścią, że jest naprawdę świetną pisarką. 


Dziewczyna w błękitnej sukience

Skoro weszłam już w krąg literatury dla kobiet, wspomnę o książce, którą czytałam jakiś czas temu. "Dziewczyna w błękitnej sukience" Graynor Arnold, to powieść o miłości, troskach i rozstaniu przedstawiająca prywatne życie znanej pary: Catherine i Charlesa Dickensów.

Autorka śledzi historię pisarza, ale zmienia imiona wszystkich bohaterów. Wystarczy jednak połączyć kropki, by odkryć, czyim życiorysem jest inspirowana ta opowieść.
Piękna, bogata, z dobrego domu, oczarowana energią i urokiem osobistym młodego, ale biednego mężczyzny dziewczyna wychodzi za mąż za młodego, dość ekscentrycznego przyszłego pisarza. Życie u jego boku nie jest usłane różami, okazuje wręcz pasmem trosk i upokorzenia. Nie do takiego życia przywykła i nie tak miała wyglądać jej romantyczna wizja miłości. Młoda kobieta rodzi dziecko za dzieckiem, popada w depresję, a mąż odsuwa się od niej pozbywając się jej z domu. Opuszczona przez wiecznie romansującego i ewidentnie zaburzonego męża oraz pozbawiona dzieci żyje w odosobnieniu. 
Eteryczna, zawieszona między piekłem a ziemią postać głównej bohaterki osobiście mnie denerwuje. Nie potrafiłam się z nią utożsamić, zrozumieć, ani polubić. Ale to oczywiście wyłącznie moje odczucie. Pamiętajmy, że to dziewiętnastowieczny Londyn i zupełnie inne czasy dla kobiet i relacji damsko-męskich. 
Nigdy nie interesowałam się biografią Karola Dickensa więc nie potrafię odnieść się do zbieżności faktów z jego życia, a opisanymi wydarzeniami w powieści. Jeśli jednak choć trochę przypominał powieściowego Arnolda, to był człowiekiem kontrowersyjnym, hipokrytą, który inaczej żył w zaciszu domowych pieleszy, a co innego głosił w swoich "powieściowych przesłaniach". 
"Dziewczyna w niebieskiej sukience", to dość melancholijna i nastrojowa powieść. Polecam ją tym, którym nie przeszkadzają zmienione fakty biograficzne, a lubiącym historię w zbeletryzowanej postaci. A tym, którzy wolną trzymać się faktów historycznych polecam "Sekretną kochankę Dickensa" autorstwa znanej pisarki i znawczyni epoki Claire Tomalin, którą opiszę osobno.

środa, 7 maja 2014

Musimy porozmawiać o Kevinie


Kasia poleciła na swoim blogu ciekawy film, który za chwilę zamierzam obejrzeć. Jej recenzja przypomniała mi o innym, który rok temu mocno mnie poruszył. Wstrząsający film o nastolatku manipulującym otoczeniem nakręcony na podstawie książki o tym samym tytule. W rolach głównych wybitna Tilda Swinton - laureatka Oskara. Tytułową rolę gra Ezra Matthew Miller. Kevin od pierwszych dni życia wystawia matczyną miłość na próbę. W niemowlęctwie non stop płacze, jako przedszkolak jest niegrzeczny, złośliwy, a jego późniejsze zachowanie trudno do czegokolwiek porównać. Zaskakujące i intrygujące jest to, że wszystkie negatywne działania Kevina wycelowane są w matkę. Jako niemowlę Kevin uspokaja się jedynie wtedy, gdy na ręce bierze go ojciec. Chłopiec z premedytacją daje odczuć matce, że rozumie czego ona od niego oczekuje, ale nie zamierza tego zrobić. Jest inteligentny, wyrafinowany, perfidny. Toksyczna miłość, toksyczne rodzicielstwo, zadziwiająca więź, pajęczyna manipulacji i podejrzeń, wystawienie cierpliwości i wytrzymałości matki na próbę, wzajemne uwikłanie matki i syna prowadzi do tragicznego w skutkach finału. Film skłania do przemyśleń i od pierwszych minut wywołuje mieszane uczucia, w głowie co rusz rodzą się nowe pytania. Warto go obejrzeć ku przestrodze. Wczoraj zakupiłam książkę, zamierzam porównać filmową adaptację z oryginałem. Film nie nadaje się do oglądania z dziećmi.




Człowiek, którego prześladował czas

Kogo z nas nie prześladuje czas? Zawsze nas goni, wciąż go brakuje, żyjemy pod presją czasu i zgodnie z grafikiem wyznaczonym przez czas. Główny bohater rekomendowanej książki stara się od dziecka wykorzystać swój czas jak najpracowiciej. Opracowuje metody oszukania czasu, a raczej jego maksymalnego wykorzystana. Czas jednak nieubłaganie go prześladuje, doświadcza, przeraża. 
Niesamowita, pełna zadumy, hipnotyzująca książka skłaniająca do refleksji, pochylenia się nad ludzkim losem i jego nieuchronnością. Na obwolucie wydawca napisał: "Jeden uczynek, jeden ułamek czasu może odmierzać czernią kolejne rozdziały twojego życia... Chłopiec celuje z procy do kruka. Koledzy patrzą z niedowierzaniem, jak ptak spada na ziemię. Tak po raz pierwszy śmierć wkracza w życie dziesięcioletniego Willa Bellmana. Śmierć, która już go nie opuści?" Jeśli podobała się Wam "Trzynasta opowieść" Diane Setterield, to i tym razem się nie zawiedziecie.