Strona główna

środa, 7 maja 2014

Digital natives a digital immigrants

Digital natives - cyfrowi tubylcy, a digital immigrants - cyfrowi imigranci. Kim my jesteśmy? Młode pokolenie, woli obrazy od tekstu, pochłania informacje w błyskawicznym tempie, potrafi zajmować się kilkoma rzeczami na raz (rozmowa na gg z kolegami, pisanie sms-ów, słuchanie muzyki i nauka jednocześnie), bo ma podzielną uwagę. Nam, nauczycielom, przypisano to drugie pojęcie uznając nas za osoby, które najczęściej muszą uczyć się danej technologii od nowa, którym nieco trudniej podążać za zmianami, jakie dokonują się wokół nas. Nie zwalnia nas to jednak z obowiązku doskonalenia się w tym zakresie. 
Zamieszczając obok zdjęcie okładki, "świeżutkiego" jeszcze e-booka, bo ukazał się wczoraj, mam nadzieję, że pobudzę ciekawość. Jest to poradnik napisany przez koleżankę po fachu, nauczycielkę edukacji wczesnoszkolnej, która aktywnie wykorzystuje komputer i internet w klasie. Jak pisze wydawca we wstępnie do niego: "[...] będzie dla wielu nauczycieli bezcenną pomocą i wskazówką." 
Autorka wprowadza nas w świat nowoczesnych technologii stopniowo. Najpierw szczegółowo analizuje podstawę programową, a w kolejnych rozdziałach opisuje sprzęt, którym w szkole dysponujemy, narzędzia i zasoby zamieszczone w internecie, oprogramowanie, opisuje pracę w "chmurze", odsyła do kursów zamieszczonych w internecie, aż wreszcie przechodzi do konkretnych pomysłów, własnych doświadczeń. Jestem pełna podziwu dla jej pomysłowości. Okazuje się bowiem, że bez kredy i tablicy, a nawet podręcznika można ucznia nauczyć wspaniałych rzeczy. Wystarczy umiejętnie pokierować jego edukacją. 

Oblicza umysłu

Ostatnio kręcę się wokół zbliżonych klimatów. Tak już mam, że jak coś mnie zainteresuje, to drążę temat "do kości" i tak właśnie jest z wszystkim co dotyczy mózgu, TIK i oczywiście wychowania chłopców.
Proponowana dzisiaj książka autorstwa Kena Robinsona jest więc logicznym ciągiem moich wcześniejszych postów, filmików i lektur. 
Autor przekonuje, że wszyscy mamy naturalne zdolności, jednakże nasze współczesne systemy edukacyjne nie zostały stworzone, aby odkrywać i rozwijać w ludziach twórczy potencjał. Zasadniczą cechą ludzi kreatywnych jest wyobraźnia. Natomiast priorytety edukacji zdominowane są przez ideę zdolności akademickich powiązanej z nią idei IQ (skala liczbowa). Obie wg niego dają ograniczony obraz inteligencji i obie powodują wielkie straty zasobów ludzkich w świecie biznesu, kultury, edukacji. W historii znanych jest wiele przykładów jednostek, które nie mieściły się w skali, a były wybitnymi naukowcami, muzykami, malarzami itp. Ich talent, kreatywność, twórczość niewiele miały wspólnego z badanymi przez testy standardami. Dlaczego idea IQ stała się tak potężna? Źródeł należy doszukiwać się w ostatnich 400 latach kultu rozumu i zdolności akademickich. XXI będzie inny, ale wyzbycie się utartych schematów i starych przekonań jeszcze trochę potrwa.
Poglądy Kena Robinsona są mi bardzo bliskie, ponieważ zgadzam się z autorem, że istnieje wiele rodzajów inteligencji (zdolności, umiejętności), że inteligencja jest dynamiczna i że każdy z nas posiada indywidualną naturę swojej inteligencji.  Aby zgłębić te zagadnienia zainteresowanych odsyłam do książki.

Naucz swoje dziecko myśleć

Przy okazji czytania nowości wydawniczych przypominam sobie czasami o moich skarbach sprzed lat. Dzisiaj odkurzyłam książkę Edwarda de Bono, wydaną przez Wydawnictwo Świat Książki w 1995 roku. Pamiętam moją fascynację tą pozycją w latach 90-tych. Po jej przeczytaniu dosłownie oszalałam na punkcie aktywnych metod pracy z uczniami. Największe wrażenie zrobiła wtedy na mnie metoda o intrygującej nazwie "Sześć myślących kapeluszy". Metoda nadaje się do pracy z uczniami na każdym etapie edukacji oraz w pracy z dorosłymi. Polega ona na skupieniu się na jednym tylko rodzaju myślenia w danej chwili. Typom myślenia przyporządkowanych jest sześć kolorów kapeluszy: biały, czerwony, czarny, zielony, żółty i niebieski. Problem, który podlega "obróbce" rozpatrywany jest w sześciu aspektach. Dlaczego akurat kapelusze?Istnieje angielskie powiedzenie: "włożyć myślową czapkę" (put on one`s thinking cap), oznaczające "ruszyć głową, zastanowić się nad czymś", stąd skojarzenie między myśleniem a nakryciem głowy. Poza tym nakrycie głowy często związane jest z rolą, jaką ktoś odgrywa w danej chwili (hełm dla strażaka, czepek pielęgniarki, czapka policjanta itp.). A właśnie na odgrywaniu ról polega ta metoda. Wczuwamy się za każdym razem w tylko jeden sposób myślenia. Po ściągnięciu kapelusza uczestnicy mogą reprezentować własny, indywidualny punkt widzenia bez obawy, że przylepiono im etykietkę. Książka jest rewelacyjnym "podręcznikiem-ściągą" dla wychowawców, nauczycieli XXI wieku, którzy mają świadomość, że obecny system uczenia "wypełniania testów", nie wystarczy, żeby spod ich skrzydeł wyfrunęli artyści, naukowcy i odkrywcy, stanowi skarbnicę pomysłów do pracy z dziećmi i młodzieżą. Autor w swoim wprowadzeniu napisał: "Przekonanie, że inteligencja i myślenie to jedno i to samo, doprowadziło do dwóch katastrofalnych wniosków w systemie nauczania: że nic nie trzeba robić dla uczniów zdolnych, bo sami nauczą się myśleć sprawnie i skutecznie (...) oraz że nic nie można zrobić dla uczniów mało zdolnych, bo i tak nigdy prochu nie wymyślą(...)"

Musimy porozmawiać o Kevinie


Kasia poleciła na swoim blogu ciekawy film, który za chwilę zamierzam obejrzeć. Jej recenzja przypomniała mi o innym, który rok temu mocno mnie poruszył. Wstrząsający film o nastolatku manipulującym otoczeniem nakręcony na podstawie książki o tym samym tytule. W rolach głównych wybitna Tilda Swinton - laureatka Oskara. Tytułową rolę gra Ezra Matthew Miller. Kevin od pierwszych dni życia wystawia matczyną miłość na próbę. W niemowlęctwie non stop płacze, jako przedszkolak jest niegrzeczny, złośliwy, a jego późniejsze zachowanie trudno do czegokolwiek porównać. Zaskakujące i intrygujące jest to, że wszystkie negatywne działania Kevina wycelowane są w matkę. Jako niemowlę Kevin uspokaja się jedynie wtedy, gdy na ręce bierze go ojciec. Chłopiec z premedytacją daje odczuć matce, że rozumie czego ona od niego oczekuje, ale nie zamierza tego zrobić. Jest inteligentny, wyrafinowany, perfidny. Toksyczna miłość, toksyczne rodzicielstwo, zadziwiająca więź, pajęczyna manipulacji i podejrzeń, wystawienie cierpliwości i wytrzymałości matki na próbę, wzajemne uwikłanie matki i syna prowadzi do tragicznego w skutkach finału. Film skłania do przemyśleń i od pierwszych minut wywołuje mieszane uczucia, w głowie co rusz rodzą się nowe pytania. Warto go obejrzeć ku przestrodze. Wczoraj zakupiłam książkę, zamierzam porównać filmową adaptację z oryginałem. Film nie nadaje się do oglądania z dziećmi.




Płytki umysł?

Dosyć dawno nie dzieliłam się z Wami moimi lekturami, a to dlatego, że byłam mocno zajęta i czytanie szło mi niezwykle opornie. Moje zainteresowania neurodydaktyką doprowadziły mnie w końcu - co było do przewidzenia - do Internetu. Któż z nas nie poświęca mu kilku godzin w tygodniu? Rekordziści nie ograniczają się do -nastu, a spędzają serfując po jego przestworzach, kilkadziesiąt godzin w tygodniu. Internet wkroczył w nasze życie i bezpowrotnie je przewartościował, z raz obranej drogi nie ma już powrotu. Nawet jeżeli dostrzegamy również jego zgubne minusy, nie potrafimy z niego zrezygnować;-)
Nicholas Carr, autor książki pt. "Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg" z niezwykłą wnikliwością i precyzją zgłębił to zagadnienie. Jego książka wywołała w USA zażartą dyskusję, co mnie zresztą wcale nie dziwi. Pomijając aspekty oczywiste, książka stanowi niezwykłą ucztę intelektualną. Autor sprawnie porusza się po aspektach filozoficznych, zgłębia aspekty socjologiczne i dokonuje wnikliwej analizy psychologicznej. Przedstawiona przez niego analiza historii piśmiennictwa i  czytelnictwa, pochłonęła mnie bez reszty. Jego nieszablonowe przemyślenia na ten temat bardzo mnie zaintrygowały i wzbudziły moją ciekawość. Autor ryzykuje stwierdzenie, że jesteśmy pokoleniem, które doświadcza intelektualnej ewolucji naszego gatunku. Jego wywód zatacza koło od rysunków naskalnych i roli myśliwego (skupionego, czujnego, skoncentrowanego i analizującego wszystkie dane z otoczenia), poprzez filozofa, myśliciela i czciciela wiedzy do polującego w internecie myśliwego XXI wieku oraz zbieracza w sieciowym lesie. Serwuje nam wędrówkę od starożytności po współczesność. Poznajemy teorie Kartezjusza, Nietzschego, Freuda oraz Younga na temat mózgu. W licznych nawiązaniach do filozofii Sokratesa i Platona na temat słowa pisanego i przeciwstawionej oracji, rewolucji Gutenberga, objawia się kunszt pisarski autora.

Jedna z recenzentek książki - Kamila Chmielewska, zadaje pytanie i odpowiada na nie wykorzystując argumentację autora książki: 
A co z płytkością wspomnianą w tytule? 
"Czy płytkość równa się zdekoncentrowaniu? W pewnym stopniu tak. Przytoczone badania, pokazują, że wystarczy pięć godzin w sieci, a sposób czytania jest szybszy i mniej uważny. Co rodzi konsekwencje w realnym życiu, ponieważ to zmienia nasz sposób myślenia. Stajemy się żonglerami informacji, pojawia się fragmentaryzacja, problemy z koncentracją czy przyswajaniem długich tekstów."

Nominacja do nagrody Pulitzera 2011
Nominacja do nagrody literackiej PEN Center USA 2011
Międzynarodowy bestseller przetłumaczony na ponad dwadzieścia języków

Tym razem lektura dla dzieci

Przygotowując się do zaliczenia kolejnego modułu na Uniwersytecie Mądrego Wychowania przypomniałam sobie o książeczce uwielbianej przed laty przeze mnie i mojego syna. Z lektura tą wiążą się moje miłe wspomnienia wspólnego, wieczornego czytania. Magiczny świat książek: tylko mój i mojego syna. Oboje do dzisiaj uwielbiamy ten czas dla nas, chociaż coraz rzadziej już to czynimy. 
Daniel Joris: "Artur czarodziej",Wydawnictwo Siedmioróg.
Książeczka świetnie nadaje się do samodzielnego czytania przez uczniów klas I-III. 
Opowiada o Arturze, który codziennie wciela się w inne zwierzątko: myszkę, żabkę, ptaka, kreta, królika i lisa. Pod postaciami tych zwierząt przeżywa niesamowite przygody. 
Do przeczytania tej książki zachęciłam chłopców z mojej klasy opowiadając im o moim synku, który uwielbiał słuchać o przygodach Artura. Pierwszy raz przeczytałam mu tą książkę kiedy miał 4 lata. Co roku wracamy do tej książki.

Miałam o tyle ułatwione zadanie, że mój syn był uczniem tejże klasy i w porannym kręgu opowiedział kolegom dlaczego lubi czytać o przygodach Artura:
książka ma dużo kolorowych ilustracji,
tekst jest napisany dużą czcionką (w przypadku mojego syna to jest istotne, ponieważ jest dyslektykiem),
nie zawiera zbyt dużo tekstu na stronie,
opowieści są krótkie i bardzo ciekawe.
Argumenty kolegi z klasy czasem lepiej trafiają niż argumentacja dorosłego;-)

Pomysł na bloga

Kilka razy zdarzyło mi się, że napisałam recenzję przeczytanej przeze mnie książki i umieściłam ją na moim blogu lub na facebooku. Dzisiaj, podczas wizyty u kosmetyczki przeżyłam spore zaskoczenie. Moja kosmetyczka zapytała mnie dlaczego nie prowadzę bloga o książkach, które mnie zainteresowały. Moje zainteresowania czytelnicze nie są ukierunkowane na jeden typ literatury, więc ona uważa, że każdy powinien na takim blogu znaleźć coś dla siebie.
 No właśnie? Dlaczego nie? 

Czy blog ma sens? Nie mam pojęcia, ale postanowiłam go założyć. Może faktycznie ktoś tutaj zerknie od czasu do czasu?